KUCHENKA TURYSTYCZNA – niezbędnik każdego turysty

Niezbędnik turysty

W biwakowym gotowaniu (i nie tylko) chodzi głównie o to, by nie dźwigać tego, czego dźwigać nie potrzeba 🙂 I o ile ilość zapasów jedzenia zmniejsza się z każdym kolejnym posiłkiem, o tyle cały niesiony przez nas osprzęt waży zawsze tyle samo. Dlatego liczy się każdy użyteczny gram.

Ostatni artykuł był o szybkim i pożywnym biwakowym posiłku (można go przeczytać TU) – teraz więc przyszła kolej na akcesoria potrzebne do jego przygotowania, czyli kuchenkę turystyczną.

I nie zamierzam tutaj podawać charakterystyki czterech rodzajów kuchenek turystycznych (w zależności od stosowanego paliwa). Nie zamierzam też wygłaszać tyrad typu: wybór kuchenki turystycznej zależy od tego w jakich okolicznościach będzie ona używana. Przecież to oczywiste. Inne potrzeby ma pięcioosobowa rodzina, inne para podróżników, a jeszcze inne survivalowy singiel. Nie zamierzam też podawać nic nie mówiących parametrów. Dlaczego? Bo podczas poszukiwań sprzętu wszystkie te zestawienia i oderwane od rzeczywistości informacje doprowadzały mnie do szału.

Co w takim razie zamierzam? Chcę tu opisać sprzęt, którego używam osobiście i który spełnia wszystkie moje oczekiwania.

Ognisko musi być

Lubię naturalny ogień i nie wyobrażam sobie biwakowego wieczoru bez ogniska. To takie… must have każdego turysty J Jednak zazwyczaj nie noszę ze sobą kociołka z osprzętem, a jedynie składany grill turystyczny, więc potrawy jakie jestem w stanie przygotować nad ogniskiem mają konsystencję stałą. Poza tym często jeszcze przed (lub w trakcie) rozpalania ognia marzy mi się gorąca herbata. Wtedy do akcji wkracza właśnie kuchenka.

Gazowa czy na paliwo stałe?

Dla mnie po pierwsze gazowa. Po drugie na paliwo stałe (zawsze w pogotowiu; jednak dopiero wtedy gdy pogoda nie sprzyja – w użyciu).

Gazowa 2-funkcyjna kuchenka turystyczna (nie podaję adresu www, bo ten wcześniej czy później się zdezaktualizuje) – moja kulinarna przyjaciółka. Spakowana w poręczną walizkę wielkości A4, z elektrycznym zapalnikiem. Zasilana wymiennymi kartuszami (jeden taki kosztuje ok. 10zł i starcza na ok. 2 godziny gotowania – zależnie od warunków pogodowych). Kuchenka posiada też możliwość podpięcia do butli gazowej (niezwykle przydatna funkcja), więc jeśli wyjazd jest dłuży niż 2-3 dni, opłaca się zamiast kartuszy z gazem wziąć nabitą 2 kg butlę. Na tym sprzęcie litr wody (4 aromatyczne herbatki) gotuje się w około 5 minut, a jego waga to mniej niż dwa kilogramy. Koszt urządzenia to około 100 zł (polecam sprawdzony sklep np. militarny).

Pamiętaj! Wnoszenie butli i kartuszy gazowych na lotnisko i pokład samolotu jest zabronione, więc jeśli planujesz wyprawy, które wymagają lotu samolotem, musisz zdecydować się na inny wariant.

Na przykład na kuchenkę kieszonkową Highlander. Choć dla mnie to rozwiązanie stosowane wyłącznie w nieprzewidzianych okolicznościach. Niezwykle mała, ultra lekka. Naprawdę kieszonkowa. Płomień uzyskujemy w niej dzięki specjalnym kostkom (nie dymiącym, nie śmierdzącym i spalającym się w całości – wow!). Jedna kostka spala się w ciągu ok. 7 minut, a kosztuje około złotówki. Kuchenka ta, pomimo niepozornego wyglądu i śmiesznie niskiej ceny (około 20zł) naprawdę spisuje się znakomicie. Poza tym w razie, gdyby w plenerze nagle skończyły się tabletki pod stojakiem zawsze można rozpalić maleńkie ognisko z patyczków, czy postawić świeczkę. Nie polecam do dłuższego pichcenia, ale wodę do zalania naparu, czy posiłku instant z pewnością można ugotować.

A ponieważ zbliża się weekend, a mi w głowie właśnie zapachniało właśnie wiatrem i palonym drzewem – do zobaczenia na szlaku (kajakowym, tudzież każdym innym)! 🙂

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *